12.29.2010

Pociągiem do Kielc / Tåget till Kielce

Myślę, że dobrym podsumowaniem mojej wyprawy jest piosenka Martina Lechowicza, która w czasie podróży sama przychodziła mi na myśl.
Det är en polsk sång som säger om polsk tåget. Det beskriver mitt resa, sjunger Martin Lechowicz






I måndag åkde jag tåget från Katowice till Kielce. Det är normallt för alla polackerna att tåget är ofta sent. Mitt tåg var sent för 50 minuter. Normallt tid en måste vänta för ett tåg er ungefar 20-30 minuter. Det måste bli konstigt för en svensk.

I torsdag vi åkte hem. Det var inte så intelligent att åka med ett tåg. På tågstationen de så oss att tåget är sent 20 minuter. Så gick vi till en bussstation. Där de så oss att den första tåget till stad som är närmaste mitt hem åker klockan tre. Då gick vi till tågstationen. Och vi beklagade det utslagen för hela resan.

Först de såg oss att tåget är sent. Det är inte så dåligt, trodde vi. Efter resan till Katowice kan vi åka bussen från Katowice till mitt hemstad.

Efter tjugo minuter tåget åkte till Kielce tågstation. Vi gick till tåget och då de såg oss att vi måste gå ut. Vi tror att tåget kanske funkar inte. Vi tittade för ett tom tåg som åkte från station.

Efter någratio minuter till station åkte nästa tåget. De såg oss att det är vara tåg och att det åker inte till Katowice, men bara till Tunel. Tunel är en lite station som ligger ute från civilisation, det är bara snö där och minus 15 grader. När vi åkte där de såg oss att vi måste vänta där för ett timme. Ja, det är sant, ett timme i snö.

Många personer var mycket orolig. De förbannade polsk tågservice.

En man såg: "Ryssarna ska attackera oss förre vårt tåg kommer."

Jag förberedd mig för att vänta i kallt rum. Men det är en stora skillnad att vänta inom eller utomhus, där det är kallt vind. Mina ben skade av kyla. Jag trodde att det kan bli mer som ett timme. Det fanns ett stuga, ungefär 200 meter från en plats vi väntade, och det var också kalt.

Efter någratio minuter vårt tåg har kommit. Vi visste inte om det åker till Katowice att den beskrivning var bakom isen. Men vi gick in. Vi väntade till 17:05 när tåget startade att åka.

Vi var då i Katowice. Når åkte jag bussen till mitt hemstad var jag lycklig att all det sluttar nu, men jag också var mycket ledsen. Och det var vatten i mina skor.

Jag hoppas att nästa tiden ska jag åka bussen, som är inte så dåligt.

Det tog mig nio timmar att åka kanske 160km. Det är 17km/h...


W poniedziałek wybrałem się pociągiem z Katowic do Kielc. Wszyscy Polacy już chyba przywykli do opóźnień polskich pociągów - mój był opóźniony o 50 minut. Z moich doświadczeń wynikało, że "standardowe" opóźnienie pociągu w Polsce to 20-30 minut, widać, jak dawno już nie jeździłem polską koleją.

Następnego dnia, po pożegnaniu się z rodziną w Kielcach wyruszyliśmy w drogę powrotną. Na stacji PKP dowiedziałem się, że pociąg jest opóźniony o 20 minut. W związku z tym odwiedziliśmy pobliski dworzec PKS. Tam na informacji wesoła pani z okienka odpowiada na nasze pytania odnośnie kursów. Zapytałem o Rybnik, pani popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Łatwiej było już dostać się do pobliskiego Wodzisławia, do którego autobus odjeżdżał po trzeciej. Pociąg mieliśmy o drugiej, więc zdecydowaliśmy się kupić bilety. I tej decyzji żałowaliśmy przez praktycznie całą podróż.

Najpierw dowiedzieliśmy się o opóźnieniu pociągu do Katowic. Nie jest tak źle, pomyśleliśmy. Jeśli dobrze pójdzie zdążymy na autobus z Katowic do Jastrzębia.



Na stację po dwudziestu minutach przyjechał pociąg, co nieco mnie zdziwiło. Żadnych dodatkowych opóźnień? - pomyślałem. Zaraz po tym, jak wsiedliśmy kazano nam opuścić pociąg. Po kilkudziesięciu minutach wszyscy patrzyliśmy na pusty pociąg odjeżdżający ze stacji.

Po następnych kilkunastu minutach na przeciwny tor przyjechał kolejny pociąg.

Z megafonów dowiedzieliśmy się, że to jest nasz pociąg, i że pojedzie tylko do Tunelu, jak się później dowiedziałem niewielkiej stacyjki położonej w szczerym polu bez poczekalni, czy innych wygód. Tam mieliśmy się przesiąść do innego pociągu. Już w w czasie jazdy od przechadzającego się konduktora dowiedzieliśmy się, że w Tunelu będziemy czekać godzinę. Usłyszałem, że temperatura na zewnątrz wynosiła -15ᴼC. Niektórzy pasażerowie zaczęli się buntować.

Po pewnym czasie, po przejechaniu przez tunel zatrzymaliśmy się na stacji Tunel. Przez pociąg szedł kolejny pracownik kolei i mówił, że mamy z  pojazdu wysiadać.

"To jest chamstwo!" - powiedziała kobieta siedząca naprzeciwko nas. "Ja się też nie cieszę z tej roboty, że muszę chodzić po pociągu, żeby mnie ludze op...ierniczali." - powstrzymując się odpowiedział kolejarz.

"Prędzej Rusy nas napadną!" - to reakcja młodego mężczyzny siedzącego obok.

Zapowiadało się ciekawie... Godzina, albo i więcej, spędzona w minusowej temperaturze w polu w oczekiwaniu na pociąg.

Byłem ubrany dosyć solidnie, ale nie byłem przygotowany na wielogodzinne oczekiwanie w odsłoniętym terenie. Co innego czekać w budynku, a co innego na zimnym wietrze. Nogi trzęsły mi się z zimna. Byliśmy faktycznie bezradni w świetle popołudniowych latarni. W oddali widziałem budynek, coś jakby własność PKP, ogrzewany jeszcze rok temu.

Minęło kilkanaście minut - przejechał pociąg Inter City. Z zazdrością patrzyliśmy na dobrze wyglądających pasażerów w ciepłych wagonach, niektórzy z komputerami na kolanach.

Nasz PKS do Wodzisławia odjechał już z Kielc. Było po godzinie szesnastej.

Po kolejnych kilku minutach przyjechał jakiś inny pociąg. Był podobny do naszego poprzedniego. Nie wiedzieliśmy tylko dokąd jechał, bo napis na górnym wyświetlaczu rozmywał się przez pokaźną warstwę lodu. Mimo wszystko - wsiedliśmy. Na szczęście to tam, a nie na mrozie czekaliśmy do 17:05, kiedy to pociąg ruszył. Według planu do celu mieliśmy dotrzeć o godzinie 19:24.

W Katowicach czas spędziliśmy w poczekalni PKS, gdzie na szczęście już było ciepło. Oprócz tego mieliśmy nadzieję zobaczyć pobliski Empik, który już był zamknięty. No cóż - żaluzji nie zasłonili i niektórzy mieli przynajmniej na co popatrzeć. Gorzej z ludźmi zamkniętymi w środku - drzwi automatyczne były już wyłączone, a spóźnieni kupujący byli w towarzystwie przechadzającej się ochrony.

Jadąc "Drabasem" do Jastrzębia o przemokniętych butach byłem zmęczony, ale szczęśliwy, że cała przygoda dobiega już końca. Oczywiście następnym razem mam zamiar korzystać z usług PKS. A jeśli PKP to mam nadzieję, że już tylko Intercity.

Zajęło mi dziewięć godzin, żeby przejechać 160km. To znaczy, że średnio jechałem 17km/h...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz