Pierwszy dzień nauki w szwedzkim gimnazjum.
Miałem dziś cztery lekcje. Przerwy między lekcjami trwają dwadzieścia pięć minut. Poza przerwą obiadową, która trwa godzinę – od 10:30 do 11:30.Obiad jest za darmo.
W klasie międzynarodowej byłem jedynym Europejczykiem. Towarzystwo wprost przesympatyczne. Mimo różnic kulturowych nasze rozmowy układały się świetnie.
Na przerwach widziałem kilku szwedów grających w bilard. W szkole znajduje się stół, a odpowiednie akcesoria można gdzieś tam wypożyczyć, niestety jeszcze nie wiem, gdzie.
Pierwsze dwie lekcje były lekcjami Samhällskunskap (Wiedzy o Społeczeństwie). W klasie były dwie nauczycielki. Jedna, Ingrid, wykładała po szwedzku. Druga, Haifa, po każdych kilku szwedzkich zdaniach, tłumaczyła je na arabski, albo jakiś inny język – w każdym razie było to dla mnie bez różnicy. Z dwojga złego, słuchałem szwedzkiego. Z lekcji dowiedziałem się, co to koniunktura, oraz o tym, że Norwegia była pod panowaniem Szwecji w latach 1814 – 1905. Takie tłumaczenie jest tylko w klasach, które przygotowują się do nauki po szwedzku. Teraz (6.03) uczę się już tylko po szwedzku.
W czasie lekcji angielskiego, poproszono mnie o przedstawienie się oraz opowiedzenie czegoś o miejscu, z którego przyjechałem. W atlasie pokazałem, gdzie są Polska, Katowice, Rybnik, oraz Jastrzębie Zdrój. Tej ostatniej nazwy nauczyciel nie potrafił powiedzieć. Zaraz po tym, jak usiadłem do ławki, jeden z trzech nauczycieli, którzy znajdowali się wtedy w klasie, wziął mnie do innego pokoju, gdzie napisałem test z języka.
Za jakiś czas najprawdopodobniej zacznę stawiać pierwsze kroki w prawdziwej szwedzkiej klasie. Na początek planuje się, że będą to pojedyncze godziny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz